Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

I. BEZ SPOILERÓW

The End of the F***ing World (KONIEC PIE*****NEGO ŚWIATA). Słyszałem już dużo hajpu o tym na fb grupkach o tematyce filmowo/serialowej i postanowiłem sprawdzić czy jest to w ogóle warte świeczki. Jako, że szukałem lekkiego króciutkiego serialu, który mogłem sobie obejrzeć totalnie oderwany od świata na kilka minut przed snem, to posunięcie, w którym zabrałem się za obejrzenie tego, od początku do końca, sprawdziło się znakomicie.

Wszystkie 8 odcinków pierwszego sezonu, możemy obejrzeć na Netflixie. Każdy trwa po 20 minut, więc w drodze autobusem obejrzymy jedną trzecią, w oczekiwaniu w kolejce do lekarza już będziemy mieli zaliczone 66%, a w drodze powrotnej już minie nam cały odcinek. Żyć nie umierać.

Ogólnikowo, to cała akcja przedstawia się nam jak grubas z machine gunem wbiegający przez drzwi i krzyczący głośno coś po szwedzku. Bohaterów poznajemy bardzo szybko, a całość nie nudzi nas przydługawym intrem. Sami bohateriowie odznaczają się zachowaniami stereotypowymi dla nastolatków w fazie buntu, których jara coś więcej niż disco polo i otaczanie się tryliardem znajomych. Bo właśnie, zapomniałem nadmienić, że przedstawiana nam przygoda wpasowuje się w kanwę typowej młodzieżówki, w której główną rolę gra para dwóch dzieciaków (no prawie) przed osiemnastką. Otóż typowej, a jednak atypowej. Jest w tym naprawdę coś niebanalnego co odróżnia produkcję od, załóżmy Twilight. Z resztą, obserwując boom na Stranger Things, mam wrażenie, że takie rzeczy przyjmują się po prostu dość dobrze. Plus dla mnie za soundtrack utrzymany w klimatach 60’s.

II. TROSZECZKĘ SPOILERÓW DLA LUDZI, KTÓRZY CHCĄ SIĘ DOWIEDZIEĆ ŹDZIEBKO WIĘCEJ

Przy oglądaniu całego serialu, urzekła mnie przemiana naszej dwójki bohaterów. Bo poważnie, na początku widzimy ich w okresie emo typowego nastolatka, wydaje się, jakby wszystko co dookoła nich było szare i bez wyrazu. Mówię tu o kiepskiej sytuacji rodzinnej obojga, oraz równie kiepskiego usposobienia do życia w społeczeństwie. Jeden ma zadatki na psychopatę a druga jest przeciwko wszystkiemu co dookoła niej, to taka edgy dziewczyna. Jednak, co się dzieje już przez czas rozwijania się akcji i podróży, bo otóż na motywie podróży opiera się cała akcja. Możemy zobaczyć jak pełna odrzucenia dla świata dziewczyna, niespodziewanie bo niespodziewanie, zaczyna kochać a chłopak, wyraźny sadboy, zaczyna odczuwać jakiekolwiek emocje.

III. JUŻ PRAWDZIWE SPOILERY

Ugh… czy tylko mi przeszkadzało to, że wszystko dzieje się teoretycznie w naszych czasach, tu w 2018r. a dookoła mamy odtwarzacze vinyli, stare kawałki i jeszcze starsze sukienki? Bo nie żeby coś, kocham takie klimaty, ale to wyraźnie wywołuje załamanie dwóch światów. Oraz, nie żeby to było tylko w odniesieniu do starej muzy i starego ubioru, cała otoczka ma feel jak sprzed 40 lat.

Ciężko też ukryć to, że dużo scen też było naciągniętych, nawet w pewien sposób niedopracowanych. Dziewczyna ukradła majtki z lumpa, najpierw chcą wzywać policje, a potem przyprowadza zaginioną małolatę i wszystko jest jakby nigdy nic. Chłopak niczym McGayver odpala samochód ojca w mgnieniu oka, dokładnie wtedy, kiedy dziewczyna wsiada, żeby mu towarzyszyć i równie sprawnie prowadzi auto do ucieczki. Sama postawa ojca jest niesłychana, chłopak WYWALIŁ MU W TWARZ I UCIEKŁ JEGO SAMOCHODEM a on jedyne co to mówi, że to dobry dzieciak. Nie żeby go szukał czy coś. On nawet nie jest na niego zły. On. On nic.

Jednak ta kartonowość tego wszystkiego, w prawdzie jest naprawdę urokliwa. To nie jest totalnie nic, co może przeszkadzać w oglądaniu show, tym się właśnie charakteryzują odmóżdżacze, prawda?

PODSUMOWUJĄC KONIEC PIE*****NEGO ŚWIATA

Wszystko ogląda się milutko. Mamy akcję, mamy zbuntowane dzieciaki, mamy subtelny humor i wszystko supcio.

Advertisements